Kolejny blog oparty na WordPressie

Co nowego w Etiopii?

Ania | 26 Luty 2010 | Brak komentarzy » | Ania

27.10.09. ( wtorek – 81dzień w Etiopii )

Pierwszy dzień w pracy po powrocie z Addis Ababy. Bardzo intenswny i dlatego też wieczorem byłam ledwo co żywa ;) ale szczęśliwa, że już w moim miasteczku. Oczywiście poranek zaczęłam od gimnastyki z moimi dziewczynami. Jestem bardzo zadowolona z postępu, jaki jest dla mnie zauważalny. Większa integracja między kobietami, mniej agresywnych zachowań i lepsza sprawność fizyczna.
Continue Reading

Do Addis po wizy!

Ania | 26 Luty 2010 | Brak komentarzy » | Ania

14.10.09. (środa – 68dzień w Etiopii )

Rano pracę zaczęłam od gimnastyki  z kobietami chorymi umysłowo. Prowadzę ją tutaj już tydzień i jestem mile zaskoczona efektami i coraz lepszym zaangażowaniem kobiet w ćwiczenia. Może jest to bardziej coś w rodzaju aerobiku, niż zwykłej suchej gimnastyki. Zawsze rano wędruję z całym sprzętem z jednego końca placówki na drugi, gdzie zza zamkniętej furty czekają na mnie moje dziewczyny i pytają, czy jak zawsze po gimnastyce puszczę ich lokalną muzykę i będziemy razem tańczyć. Oczywiście, że bez tańca nigdy nie kończymy :)   Ok. 40min intensywnych ćw. z muzyką, a później 3 kawałki regionalnych rytmów… Muzyka działa tu cuda… Jak prowadzę gimnastykę stoję na murku, żeby mnie wszystkie panie dobrze widziały, a i ja z tego miejsca mogę dostrzec te większe leniuszki i pogonić je do pracy ;) Po gimnastyce, gdy rozpoczynamy taniec, dzieje się coś niesamowitego… wszyscy, którzy słyszą muzykę, zaczynają tańczyć. Nawet pracownice zajęte praniem, czy noszeniem wody, na kilka chwil wszystko odkładają i zaczynają swój piękny taniec do dobrze znanej muzyki. Niesamowity widok :)
Po południu razem z Mateuszem byliśmy na wizytacji w szpitalu. Zaprosił nas lekarz – pediatra, który przyjeżdża w soboty na konsultacje do Sióstr. Niesamowity człowiek. Bardzo mądry, kreatywny i całkiem nieźle wymawia naszą stolicę Warszawę, gdyż studia skończył w byłym Związku Radzieckim i kilka razy zwiedzał również Polskę.
Generalnie nie miałam dobrych skojarzeń z tym szpitalem, ale po dzisiejszej wizycie jest już trochę lepiej. W sumie tak jak w każdym szpitalu… są ci lepsi pracownicy i ci gorsi. Dzisiaj zobaczyłam wszystko z tej lepszej strony, chociaż to nie zmienia faktu, że warunki nie są tam rewelacyjne. Szpital jest bardzo duży i ma ok. 40 lat, a połowę tego czasu pracuje tam nasz lekarz pediatra i bardzo dobrze sobie ze wszystkim radzi. Począwszy od organizacji prelekcji na temat HIV/AIDS, przez podejście do pacjentów, ogromną wiedzę i chęć dzielenia się nią, aż do planów na przyszłość dotyczących polepszenia standardów szpitala i opieki medycznej w Dira Dawa. Chodziliśmy tak po tym szpitalu ze 2 godziny, a nasze odwiedziny zakończyliśmy w salce fizjoterapeutów, gdzie modernizacją i wyposażeniem tego miejsca zajmuję się dobrze nam znana organizacja – Handicap International. Zamieniliśmy parę słów z fizjoterapeutami tutaj pracującymi i wróciliśmy na placówkę, a po drodze jeszcze wysłaliśmy parę maili z “cafe internet”.
Po adoracji przygotowanie do teoretycznych zajęć na dzień jutrzejszy i szybciej do łóżeczka, bo katar trochę męczy, a jutro znów czeka mnie gimnastyka i taniec… ;)

Continue Reading

Parę słów z Etiopii, ale już ze zdjęciami!

Ania | 26 Luty 2010 | Brak komentarzy » | Ania

28.09.09. ( poniedziałek – 52dzień w Etiopii )

Godzina 9:00 – rozpoczęcie pierwszych zajęć teoretycznych z podstaw fizjoterapii na podstawie planu przygotowanego przez Handicap International. Cały czas prowadzę jakieś warsztaty praktyczne : instrukcje użycia nowego sprzętu rehabilitacyjnego, gimnastyki lecznicze, indywidualne zajęcia z pacjentem, a teraz coś innego nie mniej przydatnego. Dzisiaj asystowałam Hayley w tych 2-godzinnych zajęciach, jutro prowadzimy razem, a niektóre spotkania poprowadzę tylko z Mateuszem. Zajęcia obejmują bardzo podstawową wiedzę z zakresu fizjoterapii ( np. dzisiaj przypominaliśmy sobie główne części ciała i kości, a także ruchy w poszczególnych stawach ). Czasem będzie to dla lokalnych fizjoterapeutów kwestia przypomnienia, ale w większości będzie to nowo zdobyta wiedza. Mam nadzieję, że nasza współpraca z Hayley, będzie coraz lepsza, czego rezultatem będzie podniesienie umiejętności moich kochanych współpracowników :)
Dzisiaj msza św. była wieczorem o godz. 18:00, gdyż po południu przyjechał do nas ks. Krzysztof z Hiszpani i zostanie tutaj parę dni. Bardzo mnie to cieszy, bo msza św. poranna będzie w kaplicy, a nie w parafialnym kościele, a co za tym idzie… dłuższe spanko :) i msza w języku angielskim, a nie w amarskim.  Bardzo istotne było to, co dzisiaj ks. Krzysztof mówił, a mianowicie o prawdziwym spotkaniu z Chrystusem. Opowiedział historię o polowaniu na lisy…. Podczas takiego polowania, gdy jeden pies myśliwski zauważy lisa, to rozpoczyna za nim pościg. Natomiast reszta zauważywszy, że coś się dzieje; że jeden z psów ruszył mocno do przodu – przyłącza się do niego i wszystkie psy biegną w tym samym kierunku, ale tylko jeden widzi rzeczywisty cel, a reszta biegnie, bo wszystkie psy biegną. Jednak po pewnym czasie powoli zaczynają rezygnować z pościgu, a nie zwalnia tylko ten, który widzi upatrzony cel. Podobnie jest z naszą wiarą. Gdy moje spotkanie z Chrystusem jest prawdziwe – gdy naprawdę Go spotkam w moim życiu, zaczynam za Nim poścog i nic nie jest w stanie mnie od Niego odłączyć. Idzie przede mną – prowadzi mnie… i pomimo licznych upadków, błędnych dezycji, a czasem i głupich protestów, to idę za Nim, bo On jest upatrzonym celem pościgu mojego życia. Tak… spotkałam Go rzeczywiście :) Dlatego innym życzę realnego pościgu za Jezusem, czyli prawdziwego spotkania z Nim, bo wtedy nie ma żadnych wymówek rezygnacji z tej wybranej Drogi. Jeżeli więc mówisz, że wierzyłeś, ale teraz nie czujesz takiej potrzeby (…bo to Kościół, bo księża…, a to mi nie pasuje…, a to jest zbyt trudne, a msza za długa…), to tak naprawdę nigdy nie spotkałeś Chrystusa, ale zobaczyłeś ludzi, którzy doświadczyli Jego obecności w swoim życiu i może chciałeś trochę tak samo… ale emocje i wyobrażenie o Chrystusie nie wystarczyły… ale to niczego nie skreśla. Szukaj dalej, zadawaj pytania, bądź cierpliwy – Człowieku, a w pewnym momencie zauważysz, że już za Nim idziesz, że dostrzegłeś swój Cel i rozpocząłeś pościg życia.

1.10.09. ( czwartek – 55dzień w Etiopii)

Dzień za dniem coraz szybciej pędzi… pracy sporo. Każda godzina zaplanowana żeby czasem nic nie umknęło. Teraz gdy doszło jeszcze przygotowywanie i prowadzenie zajęć teoretycznych wg planu Handicap International, dzień naprawdę szybko ucieka.
Wczoraj razem z Janicą, Olą i Samuelem byliśmy wieczorem w Parku Milenijnym – jest to miejsce spotkań i promocji kultury etiopskiej. Pierwsze nasze podejście zakończyło się niepowodzeniem, gdyż tego wieczoru w tej okolicy nie było światła i kawiarnię powoli zamykali…więc my też zawróciliśmy, ale gdy przeszliśmy 100m, światło wróciło i my też postanowiliśmy tam wrócić. Generalnie miejsce było zamknięte, ale Samuel zapytał się ochroniarzy, czy nie będzie problemem, jak wejdziemy chwilę posiedzieć. Oczywiście widok trzech białych kobiet zrobił swoje i takim sposobem znaleźliśmy się na terenie Parku, siedząc pod gigantycznym afrykańskim drzewem. Pracownicy zmartwieni oznajmili nam, że jedynie co mogą nam zaproponować to napoje, bo kuchnia zamknięta.. I tak nie zamierzaliśmy nic jeść :) Było bardzo miło i przyjemnie… słońce nie paliło, wiatr dawał o sobie znać, a widok księżyca przez rozłożysty konar drzewa był naprawdę ujmujący :) Koniecznie muszę tu zajrzeć w ciągu dnia, bo miejsce jest bardzo ładne.
No i później czekał nas powrót rikszą… jak ja uwielbiam te wieczorne przejażdżki :)

A dzisiaj… praca, obiad i później z dziewczynami z Izraela wędrowałyśmy do Hailum’a na ceremonię kawy :) :)

2.10.09. (piątek – 56dzień w Etiopii)

Generalnie jest tu gorąco, ale dzisiaj było GORĄCO!! Jeden z pracowników powiedział mi, że temperatura wahała się w granicach 43-45 stopni… Bardzo możliwe… jak wracałam po południu ze sklepu czułam jak słońce mnie dosłownie pali.. uff..
Podczas popołudniowej pracy przyszła do mnie kobieta, która zajmuje się nauką robótek ręcznych i uczy tego fachu tutejsze dziewczyny. Zaprosiła mnie na uroczystość wręczenia certyfikatów ukończenia 3miesięcznego szkolenia dziewczyn. W pewnej chwili z gościa zamieniłam się w fotografa :)
To, co robią dziewczyny jest bardzo ładne i do użytku codziennego. Potrzebują zaledwie różnego rozmiaru siatki plastykowe i coś w rodzaju sznurka, ale też z plastyku i kolorowego. Z tych dwóch rzeczy powstają torby, portfele, specjalne dodatki przydatne do ceremonii kawy i różne ozdoby. Gońdzio – co znaczy piękne :)

4.10.09. (niedziela – 58dzień w Etiopii)

Weekend minął bardzo szybko… sobota pracująca, a w niedzielę wypoczynek :)

5.10.09. (poniedziałek – 59dzień w Etiopii)

Ze względu na to, że dzisiaj ostatni dzień spędzają w Dire Dawa dziewczyny z Izraela, wcześnie rano razem z naszym kolegą – Takaste’m wyruszyliśmy w góry. Wyjście miało być o godzinie 6:00, ale Takaste trochę przyspał i wyszliśmy o godz. 6:40. Czasu nie było zbyt dużo, bo trzeba było wrócić ok 8:30, by jeszcze zjeść śniadanie i trochę odpocząć przed pracą o godz. 9:00. Na szczęści tutaj na szczyt najbliższej góry wchodzi się ok 30min, więc większego problemu z czasem nie było. W drodze na górę, chyba ze trzy razy byliśmy zapraszani na śniadanie przez mieszkańców górskiej wioseczki, ale serdecznie dziękowaliśmy i pędziliśmy ku górze. Pogoda była bardzo przyjemna, bo słońce dopiero, co wstało i wiatr nam cały czas towarzyszył. Powoli wszytsko się budziło… Jednak, gdy podziwialiśmy panoramę miasta już na górze ok. godziny 7.15, to słońce było już na prawdę wysoko. Marzy mi się, żeby pewnego dnia wyruszyć na górę i z tego miejsca przywitać słoneczko… Myślę, że wschód słońca jest tu przecudny :) Może już wkrótce…
Późnym wieczorem, bo ok. godz. 21.00 do Dire Dawa dotarł Mateusz razem z dwiema siostrami… Podróż nieco długa, ale dotarli cali i zdrowi :)
Jutro wcześnie rano dziewczyny z Izraela opuszczają Dire Dawa…

8.10.09. (czwartek – 62dzień w Etiopii)

Godzina 6:00 i któs dobija się do drzwi, ale byłam na to przygotowana, bo wczoraj siostra Maria oznajmiła, że o tej porze przybędą 2 dziewczyny z Hiszpani :) Będą tu jednak tylko trzy dni, gdyż później wyruszają dalej, by zwiedzać najciekawsze zakątki Etiopii.
Dzisiaj o 9:00 razem z Mateuszem zaczęliśmy pracę od zajęć teoretycznych z naszymi fizjoterapeutami, później pacjenci, odpoczynek i gimnastyka… na oddziale kobiet chorych psychicznie. Cały tydzień tutaj prowadzę gimnastykę przy muzce i oprócz potu lejącego się z czoła, mam przy tym wiele uciechy, bo sama korzystam też z ruchu, którego czasem mi tu brakuje. Każdą gimnastykę kończymy oczywiście tańcem :) Uczę się uczę!!!
Już 2 miesiące za mną… i teraz dopiero czuję się tu naprawdę swobodnie :) a już za ok. 2 tygodnie, będziemy musieli jechać do Addis, gdyż trzeba odwiedzić biuro imigracyjne i prosić o przedłużenie wizy. W sumie ja mogłabym pojechać trochę później, ponieważ mam wizę do 7 listopada ( miną 3 miesiące ), ale Mateusz dostał wizę tylko na miesiąc i musi być ok. 20 października w stolicy. Jestem ciekawa o ile da się przedłużyć pobyt w Etiopii, a później… Kenia, Dżibuti?? Któż to wie ;)

13.10.09. (wtorek – 67dzień w Etiopii)

Ostatnie trzy dni mamy tutaj pogodę deszczową… Temperatura się nie zmienia, ale powietrze jest nieco lepsze i noce chłodniejsze, więc się dobrze śpi ;) W niedzilę wieczorem przeszła tak burza, jakiej tu jeszcze nie widziałam. Wiał silny wiatr, niebo co chwilę przez moment robiło się jasne, a z nieba dosłownie strumieniami lała się woda, czasem nawet z dodatkiem gradu. W poniedziałek rano ulice były pokryte gliną, która spłynęła z gór, a ziemia bardzo miękka – można było buta zgubić ;) Wieczorem, gdy wracaliśmy z  “cafe internet” porządnie nas zlało, a w dodatku nie mogliśmy złapać rikszy. Przemoczona, przewiana… na skutki długo nie trzeba było czekać, gdyż dzisiejszy dzień spędziłam w łóżku z bólem gardła i głowy. Teraz jest wieczór i czuję się już bardzo dobrze. Byłam bardzo mile zaskoczona, bo cały dzień ktoś mnie odwiedzał i pytał się jak się czuję… Mam nadzieję, że jutro już będę mogła wrócić do normalnej pracy ! :)
Dzisiaj się dowiedziałam, że w sobotę jedziemy  do Addis. Podróż powinna być chyba trochę lepsza, bo jedziemy samochodem z naszym kierowcą i dwiema siostrami. Możliwe, że pojadą z nami jeszcze jacyć pacjenci, ale szczegółów jeszcze nie znam.

Ania

Etiopska siatkówka, powitanie Izraela i pożegnanie Austrii, Mateusz już w Afryce, Meskel i wiele innych ciekawostek z Etiopii!

Ania | 26 Luty 2010 | Brak komentarzy » | Ania

17.09.09. (czwartek – 41dzień w Etiopii)

Pierwszy blok pracy spędziłam na boisku grając z chłopakami w siatkówkę. Nie dziwię się, że Etiopia ma najlepszych maratończyków. Jeśli trenują w takich warunkach atmosferycznych, to nie może być inaczej :) Naprawdę ciężko… słońce nad głową, temperatura 40stopni i nie ma czym oddychać… niezły trening ;) Wracając do siatkówki… do teraz nie wiem według jakich zasad graliśmy, ale było śmiesznie. Najbardziej komiczne momenty były, gdy ktoś przyczynił się do straty punktu … ich kłótnia w języku amarskim i gestykulacja rękami! Oczywiście mi też nie raz się dostało. Czasami gdy miałam odebrać piłkę to tak krzyczeli, żebym czasem nie popełniła błędu, że w końcu nie wiedziałam, czy w ogóle mam się ruszać, czy stać w miejscu :)   Po godzinnym meczu w tym słońcu marzyłam tylko o prysznicu, cieniu i chwili odpoczynku… i tak też zrobiłam. Nie trwało to jednak długo, bo dziasiaj czekała nas kolejna ceremonia kawy… i nie tylko :) Zostałyśmy zaproszone przez Wobszet – byłą wychowankę, a teraz pracownicę Sióstr. Dziewczyna ma 19lat i i jest głuchoniema – to mogło być głównym powodem porzucenia jej przez matkę. Na szczęście w porę znalazła się w odpowiednich rękach. Teraz mieszka sama, ale ma niesamowitych sąsiadów. Jedna wielka rodzina :) Sąsiadki pomogły jej wszystko przygotować na nasze przyjście. Siedziałyśmy na pięknych kolorowych matach przed wejściem do jednego z domków. Na początku obiad. Indżera, jajko w sosie i sałatka oraz chleb :) Muszę stwierdzić, że jak nie przepadam za indżerą, to ta była naprawdę znośna dla mnie :) i zbyt ostro też nie było, bo Wobszet zapytała się mnie wczoraj przez jednego z pracowników, czy lubimy mocno przyprawione, czy tylko troszeczkę. Przed posiłkiem oczywiście mycie rączek :) Po wspólnym obiedzie, dziewczyny puściły tradycyjną etiopską muzykę i zachęciły nas do wspólnego tańca. Jak oni tańczą!! Niesamowite, jak potrafią poruszać poszczególnymi częściami ciała, izolując resztę ciała. Największe wrażenie robi poruszanie ramionami i głową… śmiechu było dużo!! :)

Wreszcie też nadeszła ta chwila… ceremonii kawy :) Dzisiaj miałyśmy dodatkową przyprawę do kawy: kilka specjalnych zielonych liści wrzuconych do filiżanki, które dały niesamowity aromat przygotowanej kawy :) Oczywiście robionej chlebo-babki też nie zabrakło… Miło :)

Po południu znowu szalałam na boisku. Uczestniczyłam w zajęciach sportowych chłopaków, które są prowadzone przez lokalnych trenerów. Później trochę gry w kosza i odpoczynek pod jednym z drzewo-krzaków… :) Takie grupowe wypoczywanie zawsze sprzyja ciekawym rozmowom. Najczęstrzymi pytaniami jakie mi zadają są: jaka jest kultura i pogoda w moim kraju, jak liczna jest moja rodzina, czy mam chłopaka, jakiego jestem wyznania, najpopularniejszy sport w kraju i dlaczego wybrałam Etiopię… :) Nie rzadko pada też pytanie: “Gdzie jest teraz Twój duch?? W Etiopii czy w Polsce???” …
Bardzo przyjemnie upłynął czas. Potem chwilę jeszcze pograliśmy z dziećmi i wywieźliśmy na spacer dzieci niepełnosprawne. Bardzo aktywny dzień, nie mniej przyjemny :)
Continue Reading

MELKAM ADDIS AMET ULETISZI ULET!!!

Ania | 26 Luty 2010 | Brak komentarzy » | Ania

8.09.09. (wtorek – 32dzień w Etiopii)

Przed południem podczas pracy z dziećmi niepełnosprawnymi, przyszła do nas siostra Jin (zajmuje się oddziałem dziecięcym) i poprosiła nas o pomoc przy pracy z bobasami. Okazało się, że dzisiaj jest dzień kąpieli wszystkich maluchów i każda para rąk do pracy się przyda ;) Taka akcja jest organizowana 2-3 razy w misiącu, a tak poza tym niemowlaki wyciera się mokrym ręcznikiem. Tak oto ja stałam się polewaczką, przede mną na podłodze leżała wanienka, a na przeciwko mnie siedziała kobiata, która brała dzieci i jedno za drugim mydliła, po czym ja na jej znak polewałam je wodą. Dalej dziecko przechodziło w ręce z ręcznikiem, było wytarte i położone na stół, gdzie czekało go kremowanie i ubieranie.  20 malutkich ciałek w ciągu 45min. zaznało kąpieli. :)
Continue Reading

Dziennika z Etiopii ciąg dalszy

Ania | 26 Luty 2010 | Brak komentarzy » | Ania

29.08.09. (sobota – 22dzień w Etiopii)
Wszystko było by w porządku, gdyby znów nie wyszło jakieś ale… dzisiaj problem z żołądkiem ;) Nic szczególnego.. po prostu nic mi się nie chciało jeść, a na samą myśl o jedzeniu robiło mi się nie dobrze. Nie chcąc nic na siłę, nie wpychałam w siebie żadnego jedzenia… tylko woda i może ze dwa soki, a praca w normalnym trybie. Ok. 17:00 kiedy kończyłam pracę, siostra Jin poprosiła mnie o pomoc do chorego dziecka, które zostało przyniesione przez matkę. Bardzo źle wyglądało i potrzebowało zastrzyku i kroplówki… niewiadomo kiedy ostatni raz piło i bardzo trudno było siostrze znaleźć żyłę. To wkłuwała się tu to tam, a ja trzymałam tego malucha i spokojnie wszystko obserwowałam… do czasu ;) W pewnym momencie poczułam jak serce zaczyna mi szybciej bić i robi mi się ciemno przed oczami – dosławnie. Nigdy mnie takie rzeczy, jak strzykawki czy krew nie ruszały… ale przypuszczam, że to raczej była kwestia osłabienia spowodowanego dzisiejszym brakiem pokarmu.

Powiedziałam siostrze, że muszę natyczmiast sie położyć, bo jest mi słabo, a ona spojrzała na mnie i szybko gdzieś pobiegła … po chwili wróciła z 2 pomarańczami i witaminami w proszku, dała mi i kazała iść do pokoju. Śmiała się, że zaraz to mi się będzie musiała wkłuwać, bo jest mi potrzebna krew ;) Jakoś dotarłam do pokoju, chwilę odpoczęłam, wzięłam prysznic i chociaż w ogóle nie miałam ochoty na jedzenie, udałam się do kuchni na baaardzo lękką kolację, po czym szybciej położyłam się spać. Godz. 20:00 i już w łóżeczku. Tutaj nie jest to jakimś problemem ,że wcześniej się można położyć i zasnąć, gdyż już o 19:00 jest bardzo ciemno… jest NOC.

Continue Reading

Z zimowej stolicy do gorącego Dire Dawa!! :)

Ania | 26 Luty 2010 | Brak komentarzy » | Ania

18.08.09. (wtorek – 11dzień w Etiopii)

Cały dzień minął szybko i spokojnie. Jedynie wieczorna kolacja była trochę inna, ponieważ przy stole zasiadło o wiele więcej ludzi :) Projekty wakacyjne powoli dobiegają końca, a placówka w Addis Abeba jest takim miejscem, gdzie się przeważnie zaczyna i gdzie się kończy swoją pracę w tym kraju. I tak oto dzisiaj zamiast 9 Hiszpanów, 1 Amerykanina i 1 Polki :) , było ok. 20 Hiszpanów, 1 Amerykanin i JA :) Oni są niesamowici… kolacja była długa, głośna, pełna gwary, śpiewu i śmiechu :) Będzie mi ich trochę brakowało. Większość wyjeżdża jutro, a reszta w sobotę wieczorem. Teraz jest 20.43 u mnie, a u Was 19.43, ale to nie zmienia faktu, że powoli wyruszam w kierunku mojej wolontariackiej pryczy :) Dobranoc !
Continue Reading

Już 10 dni na Czarnym Lądzie… Salam (witam) from Africa!

Ania | 26 Luty 2010 | Brak komentarzy » | Ania

Ze względu na bardzo wolny internet, jest opisanych kilka ostatnich dni…Na początku bardzo mocno wszystkich przepraszam za to, że nie odwiedziłam, nie zadzwoniłam przed moim wylotem, a obiecałam. Pozdrawiam wszystkich gorąco!!
Postaram się częściej coś pisać na blogu, ale nie mogę obiecać. Problemem jest dostęp do internetu i szybkość jego pracy, ale będę się starała!! :) Poniżej jest opisanych parę dni. Oczywiście wiele rzeczy nie sposób opisać… ale jeśli ktoś ma jakieś pytania, to podaję mojego e-maila i czekam na pytania:) : anna.jaroszewska@wolontariusz.swm.pl
Podaję również mój tutejszy nr telefonu- 0025 1911306845- dla tych, którzy o to prosili, ale i dla tych, którzy nie prosili :) … Czytam chętnie wszystkie smsy :) bardzo miło wiedzieć, co dzieje się ciekawego u znajomych w Polsce!! :)

Zapraszam do czytania!! :)
Continue Reading

Wrocław wyprawił i pożegnał

Ania | 26 Luty 2010 | Brak komentarzy » | Ania

Ostatnio  ze względu na większe kłopoty z zasypianiem, dzisiaj miałam trudność, żeby wstać rano o 5:00 i wyruszyć do Wrocławia :) ale na szczęście dotarłam!

Ania

Ostatnia niedziela w Polsce – u Matki na Jasnej Górze!

Ania | 5 Sierpień 2009 | Brak komentarzy » | Ania

Nigdy nie mogę podejmować ważnych decyzji i wyruszać na różne drogi w życiu, zanim nie zawierzę tego wszystkiego Matce Bożej.

Tyle lat pielgrzymowałam do tego Miejsca pieszo i trochę żałuję, że w tym roku czas mi na to nie pozwolił.

Pogoda była cudowna, pielgrzymów było mnóstwo, a ja próbowałam się przedostać do kaplicy, by stać jak najbliżej Cudownego Obrazu i uczestniczyć we Mszy św. No i udało się :)

Po Eucharystii szybkim krokiem pędziłam na dworzec… a słońce nieodpuszało ;) Ostatnie spojrzenie na wieże Jasnej Góry…i jedna myśl… następna niedziela będzie tysiące kilometrów stąd. Troszkę dalej ;)

Ze spokojem w sercu wróciłam do domu, by móc tam spędzić ostatnie dni z rodziną przed wylotem do Etiopii.

Ania